Wczorajsze ataki nieznanych sprawców z udziałem oleju silnikowego i odchodów na warszawskie taksówki Ubera były kolejną informacją, że najwyraźniej niektórych ludzi bardzo boli fakt szybkiej ekspansji firmy i nie są w stanie znieść bezpośredniej z nią konkurencji.

Jednak już niedługo wojna pomiędzy korporacjami taksówkarskimi wzniesie się na zupełnie nowy poziom, który sprawi, że ich istnienie znajdzie się pod znakiem zapytania. Dlaczego?

Plotki krążące po globalnej sieci mówią, że w przeciągu 4 lat Uber wprowadzi na ulice miast 100 tysięcy nowiutkich, jednych z najbardziej luksusowych limuzyn na świecie, a mianowicie Mercedesów klasy S, które wyposażone będą w zaawansowane systemy autonomicznej jazdy.

Opiewający na ponad 10 miliardów euro kontrakt z pewnością wniesie spore zamieszanie do świata taksówkarskiego. Jednak dla nas, czyli ich klientów, to bardzo dobra wiadomość, gdyż to będzie oznaczało, że ceny za przejazdy gwałtownie spadną, więc będziemy mogli korzystać z nich jeszcze częściej.

Najbardziej poszkodowanymi staną się „biedni” kierowcy taksówek, którzy będą musieli się przebranżowić lub zainwestować w podobne pojazdy autonomiczne, dzięki którym zaczną zarabiać, i to nawet bez wychodzenia z domu.

Patrząc na całą sprawę z punktu widzenia unoszących się niskich cen paliw, kwoty za przejazdy taksówkami są przerażające, więc miejmy nadzieję, że to szybko się zmieni.

Oczywiście nie będzie to piorunująca zmiana, bo najpierw Unia Europejska, a następnie rządy poszczególnych krajów muszą zalegalizować poruszanie się po drogach autonomicznych pojazdów, ale Uber, czyniąc te kroki, wyraźnie wyznacza trendy, jakie będą obowiązywały za kilka lat.

Uber to aplikacja na smartfony pośrednicząca w kontakcie między kierowcami, którzy prywatnym samochodem gotowi są świadczyć usługę przewozu, a klientami. Przejazd z kierowcą Ubera jest często (choć nie zawsze, bo cena zależy od popytu) znacznie tańszy niż tradycyjną taksówką, a opłata pobierana jest bezpośrednio z karty kredytowej klienta.